Przyznać należy, że uwodzenie kobiet było jedną z domen mężczyzn od wielu lat. Dlatego też imali się oni różnorakich sposobności, aby wyszukać odpowiednią metodę, która pozwoliłaby im usidlić damskie serca. A nie jest to zadanie łatwe, ponieważ kobietom z dużym trudem przychodzi otworzenie się na męskie zaloty - szczególnie, jeśli są one, mówiąc metaforycznie, końskie. Dlatego także powstaje kilka poradników i innych książek poświęconych w tej chwili sztuce uwodzenia, zawierających różnorodne rady. Jaka jest podstawowa? W uwodzeniu priorytetową zasadą zdaje się być pozostanie sobą w każdym momencie i nie udawanie kogoś, kim się nie jest. Wielu facetów o tym zapomina i stara się udawać jakiegoś macho, czy też supermana, wyłącznie po to, by uwieść kobiece serca i podbić je bez granic. A nie o to tu chodzi. Kobiety oczekują naturalności i szczerości, bo za to spersonalizowanych facetów szanują w największym stopniu i z tego względu im ufają. Dlatego także panowie, którzy przez długi okres czasu nie potrafią sobie odnaleźć partnerki życiowej, powinni się dobrze zastanowić nad tym, co w ich postępowaniu jest niewłaściwe, ponieważ w dużej liczbie przypadków to aktualnie udawanie kogoś, kim się nie jest, tak zwane pozerstwo jest przyczyną niepowodzeń. Kobiety preferują facetów, którzy otwarcie umieją mówić o swoich preferencjach , zainteresowaniach oraz tych, którzy przedkładają relacje rodzinne nad hobby, czy też kolegów. żeby z ogromnym skutkiem poderwać dziewczynę, nie powinno się obmyślać jakichś skomplikowanych historii, ale zwyczajnie, najzwyczajniej w świecie być sobą i zachowywać się tak, jak codziennymi. To przyniesie naprawdę dobre rezultaty jak poderwać kobietę i ma możliwość odmienić życie wielu samotnych panów. Jeśli więc są wśród nich tacy, którzy wolą się ustatkować i myślą o rodzinie i dzieciach, to prawdopodobieństwo sukcesu i uwiedzenia pięknej i chętnej kobiety będzie naprawdę wysokie. Warto więc się postarać i zachować po ludzku, a nie jak ostatni cham. Miłość potrzebuje o kilka bardziej subtelnych środków , ażeby osiągnąć cele, które sobie założymy o ile chodzi o związki damsko - męskie.
Przyznać trzeba, że uwodzenie kobiet było jedną z domen mężczyzn od wielu lat. Dlatego również imali się oni różnych sposobów, żeby wyszukać odpowiednią metodę, która pozwoliłaby im usidlić damskie serca. A nie jest to zadanie łatwe, ponieważ kobietom z dużym mozołem przychodzi otworzenie się na męskie zaloty - szczególnie, jeśli są one, mówiąc metaforycznie, końskie. Dlatego także powstaje kilka poradników i innych książek poświęconych teraz sztuce uwodzenia, zawierających różnorakie rady. Jaka jest podstawowa? W uwodzeniu kluczową zasadą wydaje się być pozostanie sobą zawsze i nie udawanie kogoś, kim się nie jest. Wielu facetów o tym zapomina i usiłuje udawać jakiegoś macho, czy też supermana, tylko po to, ażeby uwieść kobiece serca i podbić je bez granic. A nie o to tu chodzi. Kobiety oczekują naturalności i szczerości, bo za to prywatnych mężczyzn szanują w największym stopniu i z tego względu im ufają. Dlatego także panowie, którzy poprzez długi czas nie umieją sobie znaleźć partnerki życiowej, powinni się dobrze zastanowić nad tym, co w ich postępowaniu jest niewłaściwe, ponieważ częstokroć to aktualnie udawanie kogoś, kim się nie jest, tak zwane pozerstwo jest przyczyną niepowodzeń. Kobiety preferują facetów, którzy otwarcie umieją mówić o indywidualnych preferencjach , zainteresowaniach , a dodatkowo tych, którzy przedkładają relacje rodzinne nad hobby, czy także kolegów. Aby efektywnie poderwać dziewczynę, nie trzeba obmyślać jakichś niełatwych historii, ale po prostu, najzwyczajniej w świecie być sobą i zachowywać się tak, jak codziennymi. To przyniesie w rzeczywistości dobre rezultaty jak uwieść kobietę i może odmienić życie wielu samotnych panów. Jeśli zatem są wśród nich tacy, którzy chcą się ustatkować i konstatują o rodzinie i dzieciach, to prawdopodobieństwo sukcesu i uwiedzenia pięknej i chętnej kobiety będzie w rzeczywistości wysokie. Warto zatem się postarać i zachować po ludzku, a nie jak ostatni cham. Miłość potrzebuje o wiele bardziej subtelnych środków , aby osiągnąć cele, które sobie założymy jeżeli chodzi o związki damsko - męskie.
Wielu facetów ma dylematy z nawiązaniem pierwszego kontaktu z kobietą, która się im podoba. Wynika to przede wszystkim z nieśmiałości Oraz z obawy przed odrzuceniem. Wbrew pozorom, takie sytuacje zdarzają się dość w bardzo wielu sytuacjach, bo mężczyźni sądzą, że piękna kobieta szkoła uwodzenia jest niedostępna, a rozmowa z nią będzie de fakto
Un articolo particolare, quello che scrivo oggi…ma ormai lo sapete…mi piace vivere di sogni e nel sogno…nell’esplorare nuove possibilità..nuove chiavi di lettura di quella che la scuola, la famiglia…ci hanno inculcato esere l’unica verità. Ma quale, unica verità??? visto che sono spesso in contraddizione….e allora..dove è la verità. La chiesa ne ha una, la storia che ci insegnano a scuola un’altra, la cronaca dei giornali un’altra ancora, la tua famiglia, i suoi valori…(che pretende siano i tuoi…) un’altra ancora……quale la sinstesi? se esiste una possibile sintesi…e se anche ci fosse…è quella la verità o è l’ennesimo vestito che indossiamo solo perché ci sembra quello meno pesante..che può fare meno scontenti tutti….ok! indossiamolo!!! ma …io? io cosa penso davvero? dove mi colloco in questo turbinio di informazioni discordanti e dissonanti che confondono la mia testa….dove sono? esisto? che cosa ne sono? e cosa penso davvero io! cosa davvero voglio io!! eppure è la mia vita, non è quella di nessun altro…e allora…che potere mi resta sulla mia vita, se mi adeguo senza volontà a tutto…? io che pensavo di essere immortale, invincible, intelligente, unico…e ora mi vedo solo stancvo, malato, umiliato dalla vita e perdente…per non aver rggiunto la meta che per me si aspettavano gli altri? per una malattia che mi ha tolto resistenza, velocità, capacità di correre dritta a meta? ma quale meta?…la mia o quella degli altri?. Eppure qualcosa oltre il conoscibile c’è, ed è lì che risiede l’unica verità.E l’unica meta degna di essere raggiunta.L’unico amore vero, l’unica gioia piena, l’unica estasi, l’unica vera vita. E l’unica vera ricchezza. Non preoccupatevi, non intendo che la povertà si fa ricchezza di spirito, come da comoda e distorta interpretazione di alcuni passi delle Sacre Scritture usata per imbonire le masse dei credenti (o creduloni???). E’ vero proprio quasi il contrario.E in ciò è la Grandezza,Manificenza,di Dio!! Mai è stata copresa ( o….volutamente è stata occultata e Non spiegata ?????) Perché la stessa materia altro non è che Amore per così dire…”concentrato” e il denaro, la ricchezza è altissime forme di Energia!!!! Ma la trappola di una storia della “Nostra” creazione che non convince nessuno, di una teoria dell’evoluzione altrettanto poco credibile e infatti mai veramente dimostrata, più una storia delle antiche civiltà piena di manipolazioni e contraddizioni hanno iniziato ormai a portare TUTTI verso la ricerca di un passato che abbia senso, che sia… se non vero..almeno credibile!! .
Personalmente, ritengo sia la “storia” che più si avvicina (quanto meno) alla realtà. Così, dopo aver ottenuto tre livelli di reki, uno di theta healing, dopo aver esplorato cabala e buddismo..dopo aver studiato da attrice nell’illusione che avrei così potuto vivere mille vite, altre la mia (ho davvero fame di vita!!!) la vita (e badate bene che io non credo al caso..) mi è messo difronte un sito..un semplicissimo sito dal titolo “Ricchezza Vera” , di un “certo” José Scafarelli….semplicemente la sintesi perfetta di ciò che avevo già studiato e anche di più: la verità del nostro potere creativo, la possibilità di riappropriarcene non solo è un nostro DIRITTO DI NASCITA, ma ci rendere liberi da quell’ipnosi collettiva generata per renderci tutti schiavi e vittime, di una “illusione”, di una falsa realtà e verità che ci schiavizza e imprigiona tutti ♠ In quel sito è la fotografia dell’intero Universo e del fnzionamento delle sue leggi, partendo dagli “imbrogli” della storia. E tutto è così visto da una nuova prospettiva, assolutamente logica e lineare. Che cosa c’entra con i sogni???? E’ la chiave per rendere la nostra vita,un sogno!!!
Per la serie si salvi chi può..ecco un esempio di e-learning: sotto, Stalman, il guru del software libero, che tiene una lezione in video-conferenza a “La Sapienza”. Ma non c’è uno straccio di interprete, è tutta in inglese!! Domanda: la folla caparbia che per seguire è venuta in ateneo da pendolare, prendendo un treno per venire a Roma, uno o più autubus per arrivare in facoltà, che ha preso la macchina e una multa al posteggio, o peggio ha preso il motorino, respirandosi a pieni polmoni lo smog dell’ora di punta della pausa pranzo dei romani che implorano un telelavoro, anche piccolo piccolo, … ecco.. siamo sicuri che gli studenti sopravvissuti a traffico e smog, giunti provati ma vivi in facoltà, hanno davvero capito quello che ha detto??? sanno di che ha parlato!!!??!!
sulla traduzione..stendiamo un velo pietoso
Addio Elena. Sii felice. Ovunque sei.
Sei stata per tutti, per me, la più piccola e immatura per prima, un grande esempio di forza, coraggio, determinazione, fede. Per un attimo ho sperato potessi sconfiggere il tuo male
per un attimo, pensato che non volevi più guarire davvero e che avevi smesso di praticare quel tuo amato buddismo abbastanza e con determinazione. Non , non solo per un attimo. 
Forse è che volevo mi dimostrassi che la morte si può sconfiggere. Ma la morte è parte della vita
l’altra sua faccia. Lo sapevi così tanto bene che continuavi ad incoraggiare me. ”non viviamo per stare male ma per essere felici” rimporveravi
Che esempio!
Te ne sei andata non mettendo mai in discussione la tua fede. Io, la mia, la cerco ancora. Buddismo, Cabala, Yoga, Cattolica… pratica come vuoi. La cosa importante è la fede. Io credo in tutto e in niente; cerco, cerco, ma quello che cerco sono impossibili sicurezze matematiche, e fuori di me. Invece conta solo la fede. Al resto, al nome e alla forma della pratica non credo che la Luce faccia molto caso. Ne al nome che gli si da. E tu avevi fede. Cercherò di essere felice e di non interrompere mia il mio cammino spirituale. Dico cercherò ma…te lo prometto. Hai davvero chiesto di me proprio alla fine? te ne andavi e pensavi e ti preoccupavi di me ? Non credevo avrei potuto piangere così tanto. 
Un giorno ci ritroveremo a ridere e ballare ancora insieme, sospesi tra cielo e terra come è scritto in quel copione che tanto ho amato. E allora tutto quello che ci sembrava importante nella materia ci apparirà così piccolo e sciocco, senza più la paura della fine… 
Ti voglio bene. Francesca.
Elena, penso di aver trovato la strada giusta per coltivare la fede ma ho perso il mio uomo!!! Gigi non è più mio, non mi vuole più. E’ una prova enorme, per me! c’è stato solo lui e per 15 anni, e mi sono così accoccolata a lui che ora mi sento persa… persa.. persa…. aiuto Elena, è la mia prova, no posso fallirla! non posso!! non posso!!! ma non mi vuole e quando ero con lui non lo volevo più nemmeno io, perchè allora, che senso ha pesa chi amava di più chi meno, chi soffe ora di più chi meno, chi sente la mancanza dell’altro o ha l’istinto di tornare indietro ??? sono per forza sentimenti distorti, corrotti, da combattere con fede e coraggio, vero? se non ci stavo bene, se non lo volevo, perchè ora l’idea che fosse lo stesso per lui mi fa stare così male e mi pare di amarlo????? è solo possesso, gelosia , incredulità che non mi amasse più, lui, così premuroso e attento.. sono solo piccola e sciocca e dovrei ringraziare il Padre che mi ha dato questa possibilità nel momento migliore, quello cioè in cui stavo incontrando Lui, non trovi? Elena, il buddismo è meraviglioso, ma la cabala mi avvicina a Dio al mio Dio, il buddismo no, forse a me stessa, forse, e mi mancava il non parlare con Dio, il far finto di niente…spero che stai bene lassù, ti mando un bacio, proteggimi se puoi. Ciao, Francesca
Lo scrivevo anni fa,quando te ne andavi Elena ,e solo oggi, primo maggio 2o11, trovo il coraggio di pubblicaro…quanche errore concettuale c’è…ma era la mia evoluzione spirituale di allora…penso di essere cresciuta da quel punto di vista…è ovvio che cabala e buddismo pari sono nell’avicinarti a Lui, che è in Noi…è che nella sua infinita misericordia e amore ti fa “casualmnte” trovare via via la cosa più giusta e nel modo più giusto per te….Elena..continua a pregare per tutti noi….che tu ora sai… ciao!!!! (non è un addio…saremo di nuovo tutti insieme..un giorno..)
….Tanto che io una pedanina economica da “300 euri” - e dicansi ben 300 euri, di cui metà sborsati dal mio uomo come regalo per il compleanno, metà pianti e sudati dalla sottoscritta. Una pedanina “vinta” (si fa per dire..) aggiudicandomi un’ asta su ebay. Ce ne sono pure di molto molto più care, evidentemente super-miracolose…. E grazie a questo, ho capito ora che anche 10 minuti al giorno, tutti i santi giorni, o almeno tre volte la settimana, sono davvero tanti; troppi. Una rogna. Un impegno che richiede una costanza e un’ abneganzione intollerabile. Almeno per me. Così non so dirvi ad oggi se funziona oppure no. Però sta li, ce l’ho… E se voglio un corpo da sogno posso averlo con pochissimo sforzo (credo… così dicono..). Ma si vede che evidentemente io, alla fine, me ne frego de ’sto corpo da sogno. Basta co ’sto mito della donna “velina”. Le cose importanti, nella vita, sono davvero altre. Tipo: dormire (nel lettuccio incelofanata stile involtino sotto le coperte) , o guardare la televisione (cioè dormire sul divano, originale variante sonorizzata dell’involtino nel lettuccio) ,o fingere di lavorare (ovvero dormire sulla scirvania, poco originale variante “inchiostrata” dell’involtino), o fare un po’ di vita sociale e stare con gli amici (e quindi dormire, o meglio accioccarsi dopo il terzo bicchiere, nel pub di sempre, con la gente di sempre, parlando delle cose di sempre….) Insomma: la cosa più bella nella vita è dormire alleprati, attapirati e agghirati a marmotta ovunque e in qualunque momento. Che è pure TANTO più economico…
CHE RAPPORTO ABBIAMO CON I NOSTRI SOGNI?
proviamo a rispondere con sincerità alle domande
fai sogni più belli di notte o durante il giorno ?
a) di notte
b)di giorno
c) dipende dal momento
d) non ricordo mai cosa sogno la notte .
Quanto sei disposto a lottare, faticare e lavorare, perché si realizzi il tuo sogno?
a) poco, perché tanto se non hai raccomandazioni è inutile
b) tutto, anche gli affetti
c) molto, ma non rinuncio ai miei spazzi
d) il mio sogno è impossibile, spero che mi passi
Sono nata in terra etrusca in un brullo angolo di maremma laziale bruciato dal sole e sferzato dal vento, dimenticato dagli uomini esattamente come la misteriosa civiltà che lo abitava 3000 anni fa. Adoro il mestiere del giornalista e quello dell’ attore, forse anche perchè sono nata in un posto così. O forse, detta (più o meno) alla Freud, perché ho un ego grande come una casa. Di certo ho un po’ la sindrome di Peter Pan; toglietemi tutto ma non i miei sogni. Adoro in vero la comunicazione in qualsiasi forma, ma purtroppo in attività come il canto, la danza, lo sport in genere, la pittura e la scultura, per quanto mi impegni sono una vera schiappa!. Perciò non mi resta che la parola, scritta o declamata che sia. La cosa triste è che ogni forma di comunicazione - sia classica che moderna- sente da sempre l’esigenza di proclamare -e spesso esageratamente venera- i talenti e i geni del momento. Concetti che mi affascinano, ma insieme mi lasciano spesso perplessa. Per quanto mi sforzi, restano per me doti difficilmente definibili. Si dirà (sempre più o meno alla Freud) : perchè non le hai! Ma psicologia fatta in casa a parte… cos’è che distingue davvero un mestiere da un’arte, un ingegnoso falegname da uno scultore? E le nuove tecnologie? hanno in qualche modo cambiato il concetto di arte (se anche non so ancora bene quale sia) o semplicemente hanno aggiunto delle cose nuove ad un nucleo che resta quello di sempre? L’arte non è il rappresentare cose note (di fatto tutto ciò che esiste e qualcosa di più) con novità? . Fa quindi la stessa cosa un ingengoso artigiano, un innovativo sarto che però non si chiama “Valentino”. Chi ci assicura che l’innovazione accolta oggi come splendida non sia domani derisa e quella oggi derisa, dai posteri osannata? chi decide dove sta l’arte e che valore ha un artista? La massa dei contemporanei? e questa massa è consapevole di aver deciso in un certo modo?. O c’è oggi una massa impegnata a sopravvivere e pochi privilegiati che decidono cosa si deve sognare e cosa deve piacere?. Sono luoghi comuni, certo, ma è comunque un gioco che coinvolge tutti e non credo sia ne importante ne interessante discuterne per filosofeggiare e giocare a darsi le risposte, quanto piuttosto avere uno spazio nel quale dare libero sfogo a sogni e frustrazioni, sapendo poi che certe volte, così facendo qualcosa accade. Magari ci si sente semplicemente meglio, magri d’improvviso appaiono nuove strade e nuove priorità, magari ci si diverte e ci si sente meno soli. Io per esempio sono un “nessuno” che ha “rapinato” (non inventato) persino il titolo di questo blog. In tutto questo gioco c’è di veramente mio solo una cosa: una vita maledettamente breve, durante la quale sognare è l’unica cosa che veramente conta; perché per me della vita è il desiderio, l’unico vero motore.